Mój dziadek kapitan
Gdy zaczyna się burza,
Patrzę z dziadkiem przez okno -
Przyglądamy się drzewom,
Temu, jak wszystkie mokną.
Spływa deszczem alejka,
Każdy mokry na dworze;
Czy jesteśmy u siebie,
Czy też raczej nad morzem?
Wybrzmiał już grzmot daleki,
Coraz większa ulewa;
Widzę maszty żaglowców,
Nie zaś pobliskie drzewa!
Morze wody dokoła,
Zatem trzeba żeglować;
Wilki morskie nie muszą
Tak za oknem się chować!
Hej, rzucają nas fale,
Kręcąc łajbą wokoło!
Hej, sztorm wielki się zerwał;
Tu nie będzie wesoło!
Fala jedna za drugą
W burty bije i bije...
Woda zalewa pokład,
Wicher ryczy i wyje...
"Ach, spójrzcie, przystań widzę.
Dotrzeć tam damy radę!" -
Woła kapitan, który
Wygląda jak mój dziadek.
"Cała naprzód więc, dziadku;
Właściwe kapitanie!
Gdy wpłyniemy do portu,
Łajbą rzucać przestanie."
Docieramy szczęśliwe,
Szybko na ląd schodzimy.
Cóż to? Znowu alejka,
Znowu drzewa widzimy...
Już przechodzi ulewa,
Słońce widać wyraźniej
I nikt nie wie, jak łatwo
Odpłynąć w wyobraźnię.
Komentarze
Prześlij komentarz